Zamknij

Dwa remisy i porażka

09:00, 11.05.2018 | W.B
REKLAMA
Skomentuj

O dwa punkty w trzech ostatnich meczach wzbogaciło się konto piłkarzy Białego Orła.

Remis Orła z Koroną

W ostatnim kwietniowym pojedynku Orzeł, u siebie, zremisował z jednym z beniaminków – Koroną Piaski, która w 23 meczach zdobyła zaledwie 13 punktów. Pomimo, że było to więc spotkanie, praktycznie już zdegradowanych sąsiadów w tabeli, to stało na dosyć dobrym poziomie. A zaczęło się świetnie dla gospodarzy, gdyż już w drugiej minucie błąd defensywy rywali wykorzystał Wojciech Kamiński, uzyskując prowadzenie. Po kwadransie mógłby je podwyższyć, gdyby tuż przed polem karnym nie został sfaulowany przez Dawida Cubala. Karą indywidualną była żółta kartka, a zespołową rzut wolny. Jego wykonawcą był Oskar Maciejewski, a po interwencji Jakuba Naskrenta skończyło się na rogu. Po następnych dziesięciu to piaskowanie mieli stały fragment tuż przy bocznej linii pola karnego, ale bez jakiegokolwiek efektu. Ich następna akcja, dzięki Arkadiuszowi Danielczakowi, przyniosła im jednak wyrównanie. Potem trzykrotnie niewiele zabrakło gościom. Najpierw uderzenie z dystansu Huberta Szymczaka – Patryk Szulc zdołał sparować na róg, po którym niewiele pomylił się Tobiasz Szymczak. Następnie, po ładnej, solowej akcji Fabiana Lipca, w ostatniej chwili powstrzymany został Dominik Mucha. W odpowiedzi bramkarz gości poradził sobie ze strzałem Kamińskiego.

Tak samo było na początku drugiej połowy, kiedy to będący na 16 metrze Naskrent wygarnął piłkę spod nóg atakującego koźmińskiego napastnika. Dziesięć minut później w bardzo dobrej sytuacji znalazł się Lipiec, ale po lekkim rykoszecie piłka tuż obok słupka opuściła boisko. W 71. minucie po podaniu, pamiętanego m.in. z występów w Piaście, Roberta Norkiewicza i uderzeniu Lipca, w kolejnej niemalże idealnej sytuacji, dobrze spisał się Szulc. Tymczasem w 80. minucie wreszcie przebudzili się miejscowi i mogło im to przynieść gola autorstwa Mikołaja Leoniaka, ale tuż przed linią piłkę zdołał zastopować Przemysław Frąckowiak. Po szybkiej kontrze sfaulowany został jeden z graczy Korony i sędzia Paweł Moszak początkowo podyktował rzut karny, ale po dokładnej weryfikacji miejsca przewinienia, mimo braku systemu VAR, zmienił zdanie, gdyż miało ono miejsce tuż przed „szesnastką”. Skończyło się więc tylko na wolnym, z którego minimalnie pomylił się Lipiec. W doliczonym czasie jeszcze raz lepszy okazał się Szulc, broniący także strzał Andrzeja Bonawenturczyka.

Z Kanią też podział punktów

W świąteczny, pierwszomajowy wtorek, wyjazdowym przeciwnikiem Białego Orła była Kania Gostyń, czyli sąsiad w tabeli, też praktycznie już żegnający się z IV ligą. Spotkanie to, ze względu na budowę nowej bieżni wokół głównej płyty, rozegrane zostało na dosyć wąskim i krótkim boisku treningowym. Również i tu kibice nie mogli narzekać na nudę. Zaczęło się od kilku okazji gości. Najpierw, po rzucie wolnym Wojciecha Kamińskiego, Damian Wujczak co prawda „na raty”, ale złapał piłkę. Później niewiele pomylił się główkujący Adrian Leoniak, a po chwili, z dobrej pozycji znacznie więcej zabrakło jego bratu – Mikołajowi. W dalszej części strzał Filipa Oleśków był zbyt lekki by dać jakikolwiek efekt. W dalszej części dwukrotnie siła była już odpowiednia, ale dokładności brakowało. W 27. minucie w międzyczasie w niemalże idealnej sytuacji znalazł się Fabian Wosiek, tyle tylko, że nie opanował piłki. Gospodarze odpowiedzieli tylko strzałami Szymona Olejniczaka i Rafała Karolczaka. Po obu dobrze spisał się Patryk Szulc.

Druga połowa mogła się za to zacząć fatalnie, ale Bartosz Kaźmierczak naciskany przez Mikołaja Leoniaka spudłował z kilku metrów. Znacznie precyzyjniejszy był kilkanaście minut później Rafał Karolczak, który z 25 metrów, z rzutu wolnego, skierował piłkę do siatki. Na osiem minut przed upływem regulaminowego czasu, po solowej akcji, wyrównał Mikołaj Leoniak. Co prawda szansę na wyratowanie kompletu punktów dla gospodarzy miał jeszcze Rafał Karolczak, ale jego rzut wolny z 20 metrów nie przyniósł efektu.

Porażka z Polonią

Cztery dni później koźminianie podejmowali najtrudniejszego z trzech przeciwników, a mianowicie kępińską Polonię, która już praktycznie zapewniła sobie w nowym sezonie grę w nowej, IV lidze. Nic więc dziwnego, że to goście od początku osiągnęli przewagę, ale bardzo długo bez jakiegokolwiek efektu. Aż trzy szanse miał Piotr Cierlak. Dwukrotnie skutecznie interweniował Patryk Szulc, a raz, z bliska, mieliśmy duże „pudło”. Natomiast po strzale Łukasza Walczaka – Jonasz Juskowiak wybił piłkę na róg. Później ten sam zawodnik, będąc ustawionym tyłem do bramki, nie wykorzystał następnej dobrej sytuacji. Natomiast po uderzeniu Filipa Latuska piłkę za linię końcową skierował Oskar Maciejewski. W 35. minucie koźmiński bramkarz nie dał się pokonać Bernardowi Ndukongowi. Gospodarze odpowiedzieli tylko obronionym strzałem Artura Błażejczaka. W końcówce pierwszej części prowadzenie polonistom dał Filip Latusek, ale zaledwie kilkadziesiąt sekund później wyrównał Wojciech Kamiński. Tuż przed i po przerwie Filip Latusek został ukarany żółtą kartką, a za drugim razem to oczywiście oznaczało „czerwień”. Miejscowi bardzo szybko chcieli wykorzystać grę w przewadze, ale dwukrotnie Kamiński nie wykorzystał swoich następnych dobrych sytuacji, a raz Tomasz Miedziński. W odpowiedzi trzy razy zagrożenie stworzył Ndukong. Po pierwszym Szulc odbił piłkę przed siebie, po drugim otarła się ona o górną siatkę i wreszcie po trzecim odbiła od poprzeczki. W 71. minucie po rzucie wolnym Remigiusza Hojki z bliska trafił Cierlak, który po chwili mógł to uczynić ponownie, ale tym razem koźmiński bramkarz zdołał odbić piłkę. Ambitni miejscowi się nie poddawali i w 77. minucie po podaniu Kamińskiego i uderzeniu Mikołaja Leoniaka oraz interwencji Kubiszyna skończyło się na rogu. W 82. minucie Szulc nie dał się pokonać Karolowi Latuskowi i wynik już się nie zmienił, ale znów za postawę i grę do końca koźminianom należy się uznanie.

(W.B)
REKLAMA

Komentarze (0)

Brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

© krotoszynska.pl | Prawa zastrzeżone