Zamknij

Historyczny mecz Białego Orła

16:05, 06.06.2018 | W.B
REKLAMA
Skomentuj

Sobotni mecz piłkarzy Białego Orła, w którym podejmowali Pogoń Nowe Skalmierzyce był ostatnim, jaki rozegrali IV lidze.

Spotkanie nie miało jakiegokolwiek znaczenia dla losów obu drużyn. Goście już dawno zapewnili sobie grę w ogólnowielkopolskiej IV lidze, natomiast miejscowi, już praktycznie po rundzie jesiennej, mieli „zagwarantowany” spadek do nowo powstającej ligi międzyokręgowej. Faworytem była Pogoń i to się potwierdziło.

Już po dziesięciu minutach, po trafieniach Kacpra Majerza i Mateusza Nogaja, goście prowadzili 2:0. Potem dwukrotnie wyróżnił się zawodnik Pogoni, Paweł Korczak. Najpierw, w ostatniej chwili, przerwał atak Wojciecha Kamińskiego i skończyło się na rogu, a następnie, po jego rzucie wolnym i interwencji Patryka Szulca, też mieliśmy ten stały fragment, ale po drugiej stronie boiska. W międzyczasie bramkarz Orła, w bardzo dobrej sytuacji, okazał się też lepszy od Majerza.

W 19. i 23 minucie ładne akcje przeprowadzili Kamiński i Tomasz Miedziński, ale kończyli je niecelnymi uderzeniami. Tak samo było po drugiej stronie boiska po centrze Piotra Józefiaka i główce Daniela Armatysa. W 28. minucie dalekie wyjście Łukasza Borwika przerwało atak koźminian. Siedem minut później Patryk Szulc dwukrotnie ratował swój zespół.

Druga połowa to już prawdziwe kuriozum. Niemalże równo z jej rozpoczęciem rozpoczęła się też prawdziwa ulewa z silnym wiatrem. Kaliski sędzia Adam Wieczorek, nie mając innego wyjścia, przerwał więc na kilka minut spotkanie. Ponieważ wydawało się, że sytuacja ulega normalizacji, gra została wznowiona. Ale aura nie dawała za wygraną i deszcz z wiatrem zaatakowały jakby ze zdwojoną siłą. Znów więc wszyscy ratowali się najpierw schronieniem pod wiaty dla rezerwowych, a następnie do szatni.

Niemalże na całym boisku pojawiły się jeziorka i wydawało się, że gra nie będzie możliwa. Gdy deszcz ustał, doszło do konsultacji gdyż gościom zależało, aby pomimo takich warunków, dokończyć pojedynek. Po kilkunastu minutach wszyscy w zmienionych, chwilowo suchych, strojach, ponownie pojawili się więc na zalanej murawie. Gra została wznowiona, ale to co oglądaliśmy. określić można jako nieco kabaretową, kopaną piłkę wodną.

Określenie „płynna gra” nabrało tutaj wyjątkowego znaczenia. Nie było mowy o jakichkolwiek atakach. Oglądaliśmy tylko wzajemne podawanie piłki z uśmiechami na twarzach piłkarzy obu drużyn. Do jeszcze bardziej kuriozalnej sytuacji doszło w 77. minucie gdyż Dominik Jędrkowiak w geście fair play chciał oddać piłkę rywalom, ale zrobił to w tak niefortunny sposób, że ta wpadła do siatki. Koźminianie w następnej akcji pozwolili więc Pogoni odzyskać dwubramkowe prowadzenie.

Dalsze minuty to wyczekiwanie na ostatni gwizdek. Tuż po nim znów zaczęło padać, a ponieważ pojawiło się też słońce można było zaobserwować tęczę. Czy można to odczytywać jako znak odrodzenia w przyszłości koźmińskiej drużyny? Czas pokaże. Jedno jest pewne, następny sezon Orzeł rozpocznie w nowo powstałej kalisko-konińskiej lidze międzyokręgowej

(W.B)
REKLAMA

Komentarze (0)

Brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

REKLAMA
© krotoszynska.pl | Prawa zastrzeżone