reklama

Ludzie płacili, by oglądać wcześniaki. Za szybą trwała walka o życie

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Ludzie płacili, by oglądać wcześniaki. Za szybą trwała walka o życie - Zdjęcie główne
Autor: The New York Public Library | Opis: Ludzie płacili, by oglądać wcześniaki. Za szybą trwała walka o życie

reklama
Udostępnij na:
Facebook
HistoriaLudzie przychodzili tam jak do atrakcji. Płacili za wejście i oglądali maleńkie dzieci umieszczone w szklanych inkubatorach. Za szybą nie było jednak przedstawienia. Była walka o życie wcześniaków, którym współczesna medycyna dopiero uczyła się pomagać.
reklama
reklama

Za tym niezwykłym przedsięwzięciem stał Martin Couney. Człowiek, którego nazwisko na trwałe zapisało się w historii opieki nad wcześniakami, choć jego własna biografia do dziś kryje wiele zagadek. Co ciekawe, przyszły „Doktor Inkubator” urodził się w Krotoszynie.

 

Wcześniak miał niewielkie szanse

Pod koniec XIX i na początku XX wieku wcześniactwo często oznaczało wyrok. Lekarze nie dysponowali jeszcze wyspecjalizowanymi oddziałami neonatologicznymi, respiratorami ani współczesnymi metodami żywienia i monitorowania najmniejszych pacjentów.

Jednym z podstawowych problemów było utrzymanie odpowiedniej temperatury ciała. Wcześniaki, szczególnie te o bardzo niskiej masie urodzeniowej, szybko traciły ciepło i były niezwykle podatne na infekcje. Zaczęto więc konstruować urządzenia, które miały stworzyć dla nich możliwie stabilne i ciepłe środowisko.

reklama

Inkubator nie był jednak wynalazkiem Martina Couneya. Nad takimi urządzeniami pracowali wcześniej inni lekarze i konstruktorzy. Wśród pionierów wymienia się między innymi francuskiego położnika Stéphane’a Tarniera oraz Alexandre’a Liona.

Couney odegrał natomiast inną, bardzo ważną rolę – pomógł spopularyzować wykorzystanie inkubatorów i opieki nad wcześniakami na ogromną skalę.

 

Chłopiec z Krotoszyna

Martin Couney urodził się w 1869 roku w Krotoszynie, który znajdował się wówczas w granicach państwa pruskiego.

Nie zawsze występował jednak pod tym nazwiskiem. Jego nazwisko rodowe podawane jest jako Michael Cohn lub Cohen. W późniejszym życiu zaczął używać nazwiska Martin Arthur Couney, a w 1905 roku formalnie zmienił nazwisko w Nowym Jorku.

reklama

I właśnie w przypadku jego życiorysu trzeba zachować ostrożność. Couney przedstawiał się jako lekarz i opowiadał o swojej edukacji medycznej w Niemczech. Twierdził również, że kształcił się pod kierunkiem Pierre’a Budina, francuskiego pioniera opieki nad wcześniakami. Problem w tym, że późniejszym badaczom nie udało się odnaleźć dokumentów potwierdzających uzyskanie przez niego dyplomu medycznego.

To jedna z największych zagadek w historii „Doktora Inkubatora”.

 

Berlińska wystawa i pierwsza legenda

Couney opowiadał, że ważnym momentem w jego karierze była berlińska wystawa przemysłowa z 1896 roku, podczas której prezentowano inkubatory dla wcześniaków.

Sama wystawa rzeczywiście się odbyła. Problem dotyczy jednak roli, jaką Couney miał w niej odegrać.

reklama

Zachowane materiały wskazują przede wszystkim na Alexandre’a Liona jako twórcę i prezentera stosowanych tam rozwiązań. Nie ma natomiast wystarczających dowodów, by potwierdzić wszystkie późniejsze opowieści Couneya o jego udziale w tym wydarzeniu.

Podobnie wygląda kwestia jego rzekomej współpracy z Budinem. Nie oznacza to, że cała historia Couneya była fikcją. Wręcz przeciwnie. W kolejnych latach rzeczywiście zaczął organizować wystawy inkubatorów, a jego działalność przybrała ogromne rozmiary.

 

Wcześniaki stały się częścią wystawy

Jednym z pierwszych miejsc, w których Couney prezentował inkubatory z wcześniakami, był Londyn. W 1897 roku pojawił się na wystawie Earl’s Court.

Z czasem jego działalność przeniosła się do Stanów Zjednoczonych.

Couney znalazł rozwiązanie problemu, który do dziś może wydawać się absurdalny. Skoro szpitale nie były zainteresowane finansowaniem opieki nad wcześniakami, a utrzymanie specjalistycznej placówki kosztowało dużo pieniędzy, trzeba było znaleźć inne źródło finansowania.

I wtedy pojawił się pomysł, który na zawsze uczynił jego nazwisko słynnym.

 

Inkubatory na Coney Island

Na początku XX wieku Couney uruchomił wystawy inkubatorów na nowojorskim Coney Island – jednym z najpopularniejszych miejsc rozrywki w ówczesnym Nowym Jorku.

W Luna Park znalazły się specjalne pawilony, w których można było zobaczyć wcześniaki umieszczone w inkubatorach. Tak, ludzie naprawdę płacili za to, żeby je oglądać. Cena biletu wynosiła 25 centów. Dla odwiedzających była to jedna z atrakcji Coney Island. Dla Couneya pieniądze z wejściówek stanowiły natomiast sposób na utrzymanie całej placówki.

I tutaj kryje się największy paradoks tej historii. Publiczność płaciła za oglądanie dzieci, ale rodzice wcześniaków nie musieli płacić za ich leczenie. Pieniądze z biletów pozwalały finansować personel, sprzęt oraz całodobową opiekę nad małymi pacjentami.

 

Za szybą naprawdę ratowano życie

Dla współczesnego człowieka pomysł wydaje się niemal niewyobrażalny. Wcześniaki znajdowały się przecież w miejscu kojarzonym z rozrywką, obok karuzel, pokazów i innych atrakcji.

Placówka Couneya nie była jednak wyłącznie widowiskiem. Nad dziećmi czuwały pielęgniarki i osoby odpowiedzialne za ich opiekę. Inkubatory miały zapewniać wcześniakom odpowiednią temperaturę, a dzieci pozostawały pod stałą obserwacją.

Rodzice, których dzieci trafiały do Couneya, często nie mieli wielu innych możliwości. Dla nich nie była to atrakcja. Była to szansa.

 

Kontrowersje nie zniknęły

Sposób działania Couneya od początku budził sprzeciw. Krytycy pytali, czy właściwe jest wystawianie chorych dzieci na widok publiczny i pobieranie opłat od osób, które chcą je oglądać.

Trudno dziś znaleźć łagodniejsze określenie dla tego pomysłu niż „kontrowersyjny”. Jednocześnie system Couneya miał jedną zasadniczą przewagę: działał. W czasach, gdy wiele szpitali nie posiadało odpowiedniego sprzętu ani wyspecjalizowanego personelu, jego placówki przyjmowały dzieci, którym dawano niewielkie szanse na przeżycie. Z czasem jego działalność zaczęła być postrzegana nie tylko jako osobliwość, ale również jako element historii rozwijającej się neonatologii.

 

Tysiące wcześniaków

Według źródeł poświęconych historii działalności Couneya jego placówki przyjęły ponad 8 tysięcy wcześniaków, a około 6,5 tysiąca z nich miało przeżyć.

To liczby, które robią wrażenie nawet z dzisiejszej perspektywy. Trzeba jednak zaznaczyć, że są to dane historyczne przypisywane działalności Couneya. Nie zachowała się kompletna dokumentacja medyczna wszystkich przypadków, dlatego nie należy traktować ich jako współczesnych, niezależnie zweryfikowanych statystyk klinicznych.

Jedno pozostaje jednak bezsporne: przez jego placówki przewinęły się tysiące dzieci.

 

Dzieci, które wracały po latach

Niektóre z nich dożyły dorosłości i po latach opowiadały o swojej niezwykłej historii.

Jedną z takich osób była Beth Allen, urodzona w 1941 roku. Ważyła około 1 funta i 10 uncji, czyli mniej więcej 680 gramów. Jej rodzice zdecydowali się powierzyć ją Couneyowi, ponieważ potrzebowała specjalistycznej opieki, której nie mogła wówczas zapewnić zwykła placówka.

Beth przeżyła. Po latach należała do osób określanych mianem „incubator babies” – dzieci, które jako wcześniaki trafiły do słynnych inkubatorów Couneya. Ich historie pokazują, że za szklanymi ścianami, które dla odwiedzających były częścią niezwykłej wystawy, rzeczywiście rozgrywały się dramatyczne walki o życie.

 

Kiedy szpitale zaczęły przejmować pałeczkę

Couney działał przez pierwszą połowę XX wieku. Jego placówki pojawiały się między innymi podczas wielkich wystaw, a inkubatory prezentowano również podczas nowojorskiej wystawy światowej w latach 1939–1940.

W tym czasie medycyna zaczęła się jednak zmieniać. Szpitale coraz częściej tworzyły specjalistyczne miejsca dla wcześniaków. Inkubatory przestały być sensacją, a zaczęły stawać się normalnym elementem opieki medycznej.

Model, który przez dziesięciolecia pozwalał Couneyowi działać poza systemem szpitalnym, przestał być potrzebny. Jego słynna wystawa na Coney Island działała do 1943 roku.

 

Lekarz, showman, a może jedno i drugie?

Historia Martina Couneya nie daje się łatwo zamknąć w jednej kategorii.

Nie wynalazł inkubatora. Nie ma też wystarczających dowodów, by bez zastrzeżeń potwierdzić wszystkie informacje, które podawał na temat swojego wykształcenia i początków kariery. Z drugiej strony nie sposób sprowadzić jego działalności do zwykłego oszustwa.

Przez dziesięciolecia prowadził placówki, w których wcześniaki otrzymywały opiekę. Stworzył system finansowania, dzięki któremu rodzice nie musieli płacić za leczenie swoich dzieci. Przyczynił się również do popularyzacji inkubatorów i przekonania opinii publicznej, że nawet najmniejsze dzieci mogą przeżyć, jeśli otrzymają odpowiednie warunki.

Był więc jednocześnie przedsiębiorcą, showmanem i człowiekiem zaangażowanym w ratowanie wcześniaków. A być może właśnie ta mieszanka sprawiła, że jego historia przetrwała.

 

Z Krotoszyna na Coney Island

Martin Couney zmarł w Nowym Jorku 1 marca 1950 roku. Pozostawił po sobie historię, która do dziś brzmi niemal jak scenariusz filmu.

Chłopiec urodzony w Krotoszynie znalazł się za oceanem i stworzył niezwykły system opieki nad wcześniakami. Umieścił inkubatory w samym środku świata rozrywki, a pieniądze płacone przez widzów przeznaczał na ratowanie dzieci. Dzisiaj taki sposób działania byłby nie do zaakceptowania. W pierwszej połowie XX wieku okazał się jednak skutecznym sposobem na zdobycie pieniędzy na opiekę nad pacjentami, których wiele szpitali nie było jeszcze gotowych leczyć.

Najbardziej niezwykły jest więc nie sam fakt, że wcześniaki można było oglądać za szybą. Najbardziej niezwykłe jest to, co działo się po drugiej stronie tej szyby.

Dla publiczności była to atrakcja. Dla rodziców – nadzieja. A dla tysięcy wcześniaków – być może jedyna szansa na życie.

reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
logo